Pani była na nogach. Zdziwiłam się, bo jak to, być o jedenastej na nogach? Szybko zrozumiałam, Albert jedzie na obóz i trzeba go spakować. Posprzątałam w kuchni, potem spokojnie wzięłam się za prasowanie.
Pani pakowała, z moją skromną pomocą jako prasowaczki i składaczki. Polegało to na zbieraniu w całym mieszkaniu rzeczy małego, od piwnicy aż po kosz z brudami. Czyste składamy, nieświeże prasujemy. Do nowych przyklejamy żelazkiem naklejki z nazwiskiem, co by się nie pogubiły, chyba. Dostałam też pozwoleństwo na odcinanie tych długaśnych metek, kocham odcinać metki.
Po drodze zgubiła się bluza, ale się znalazła za łóżkiem, nie udało się skompletować skarpet, to się dokupi, pobrudzone, co tam, i tak się pobrudzi.
Powiem szczerze, że zaimponowała mi, to się nazywa matka, wstaje rano i pakuje dziecko! Pewnie potem się aż ze zmęczenia położyła, bo raczej na pewno nie sprzątała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz