Zostałam pouczona. Grzecznie mi wytłumaczono, abym przed wyjęciem naczyń ze zmywarki umyła ręce. Nie wiem, czy tam ktokolwiek myje ręce, a jeśli to tylko ja. Ale to ja popełniam błąd, a Pan wytłumaczył, że na moich dłoniach są bakterie... Pewnie są, ale na pewno on ma więcej w swojej zapyziałej piwnicy. Nie wiem, czy oni zdają sobie sprawę z tego, że ich mieszkanie budzi we mnie odrazę pomieszaną ze wstrętem i pracuję tam tylko dlatego, że są dla mnie materiałem poglądowym ( antypoglądowym?). Wszystkiego dotykam w rękawiczkach i nigdy bym się u nich nie napiła herbaty, no chyba, że bym przyniosła własny kubek.
Okazało się jeszcze, że mają popsutą zmywarkę. To znaczy taką, która się blokuje. Zauważyłam co prawda, że długo myje, ale zwykle wychodziłam i zostawiałam ją, by skończyła myć. Powiedzieli, żeby wstawiać jak przyjdę, ale to nie zmienia faktu, ze ona się nie zatrzymuje. Dziś wyłączyłam, ciekawe co jutro wyjmę.
Mam ich dość. Nie mają wstydu po prostu. Mała dostała na śniadanie ziemniaki z fasolką szparagową i kawałek kurczaka, podgrzane dwie minuty w mikrofali. Szybko, sprawnie i bezboleśnie. Ale to nie nazywa się McDonalds, to prawdziwe domowe jedzenie, ech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz