Pani dziś pracowała. Najpierw dobiegły mnie z góry dźwięki, które wskazywały, iż na górze toczy się ożywiona rozmowa. Zajęłam się swoim, czyli opróżnianiem zmywarki. Nagle krzyk, kto tu jest, aha, zapomniało się, że ja przychodzę.
Praca pani polega na siedzeniu w zabałaganionym pokoiku, na skraju zabałaganionego biurka i wydawaniu dźwięków, które przypominają rozmowę. Ma przed sobą mały laptop, jednak, jak zauważyłam, nie służy on jej do komunikacji werbalnej ze światem. Pani ma zamknięte okno i wielce nadętą minę, co wskazuje, że robi coś, co w jej mniemaniu wyrasta ponad poziom. Pani, jak mi powiedziała, jest nauczycielem prawa, natomiast z pobieżnego przeglądu papierów wynika, że uczy dzieci pisania CV i znalezienia się na rynku pracy. Natomiast to co robiła dziś, pozostanie dla mnie niejasne.
Ja wywiesiłam pranie, ręczniki, dwie przeurocze żółte podomki, parę skarpetek różnego koloru i jedne poplamione krwią majtki. Poprasowałam parę brudnych (niedopranych?) bluzek, złożyłam bieliznę, wyniosłam śmieci.
Pan za to siedział samotnie w piwnicy. Takie to już ponure życie mężczyzny, którego żona robi karierę. Ale grunt to emancypacja i rozwój zawodowy. Zresztą jaki tego koszt, tylko zaniedbany mąż, dzieci w poplamionych bluzkach i kot z miską starych, tłustych wędlin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz